Kolejne nowości, które chciałabym pokazać to dwa chipsy Petera Sone'a, z tym że jeden to OF a drugi CM.
Pierwszy to ogier Morgan, jeden z czterech moldów z limitowanej edycji nazywanej "Four Corners".
Kasztanowaty, błyszczący ogier ma na głowie odmianę w kształcie Krzyża
Południa (co akurat nie za bardzo mi się podoba). Po za tym figurka jak wszystkie chipsy ma swoje wady ale równocześnie wiele uroku, a ta wyjątkowo dużo tego uroku posiada.
Czyż ta głowa mimo śmiesznej odmiany nie jest piękna?
Druga figurka to ogier Warmblood, wygładzony i pomalowany przez amerykańską artystkę
Lindę R. Elkjer. Koń otrzymał maść gniadosrokatą tobiano i rasę Hanowerską (ma piętno na lewym udzie). Jest to kolejna perełka w mojej kolekcji, podoba mi się niesamowicie i moim zdaniem nie ustępuje detalami i urokiem nawet traditionalom Breyera.
I jeszcze taka fotka plenerowa.
niedziela, 8 września 2013
piątek, 6 września 2013
Ranvir - ciemno gniady ogier Marwari.
Breyerowski model (1495) Marwari autorstwa Brigitte Eberl, w oryginalnym malowaniu nie bardzo mi się podobał. Po za tym wiele osób skarżyło się na bardzo złe i niedokładne wykonanie figurki, dlatego długo zastanawiałam się nad jego zakupem. Jednak kiedy Ela Zarzecka zgodziła się go przemalować przestałam się wahać. Wybrałyśmy dla niego ciemno gniadą maść z dużymi odmianami, która jest moją ulubioną, a dla tego modelu bardzo odpowiednią.Zresztą oceńcie to sami.
Uwierzcie mi na słowo, w naturze jest jeszcze ładniejszy, ale nie może być inaczej, skoro jest dziełem dwóch moich ulubionych artystek. :)
Ogierek jest uchwycony w bardzo pięknej, naturalnej pozie, ma cudnie wyrzeźbioną głowę i pozostałe detale, a żywe spojrzenie powoduje, że wygląda jak prawdziwy.
To z pewnością jeden z moich ulubionych modeli.
Uwierzcie mi na słowo, w naturze jest jeszcze ładniejszy, ale nie może być inaczej, skoro jest dziełem dwóch moich ulubionych artystek. :)
Ogierek jest uchwycony w bardzo pięknej, naturalnej pozie, ma cudnie wyrzeźbioną głowę i pozostałe detale, a żywe spojrzenie powoduje, że wygląda jak prawdziwy.
To z pewnością jeden z moich ulubionych modeli.
czwartek, 5 września 2013
Earl Grey.
Earl Grey to model Petera Stone'a, produkowany w tym roku na moldzie Santa Fe Morgan autorstwa Kitty Cantrell.
Można powiedzieć, że zakochałam się w tym koniu od pierwszego wejrzenia. Właściwie na stronie producenta szukałam jakiegoś fajnego chipsa, ale kiedy zobaczyłam tego siwka, musiałam go kupić.
Czekałam na niego bardzo długo bo był robiony dopiero po złożeniu zamówienia, ale warto było wykazać się cierpliwością. Po otwarciu paczki oczom moim ukazał się przepiękny, ustawiony w pozie wystawowej, wręcz monumentalny siwy ogier. Pierwsze wrażenie - on jest absolutnie doskonały, cudny, niesamowity... Trzeba przyznać robi wrażenie.
Po dokładniejszym obejrzeniu można się do kilku drobiazgów przyczepić. Na pewno niektóre Breyery są lepiej wyrzeźbione, mają lepsze detale i ciekawsze, dynamiczniejsze pozy, ale np. jeśli chodzi o malowanie, to Earl Grey dorównuje tym najlepszym. Jego delikatne, choć wyraźne jabłuszka to majstersztyk a oczy ma tak żywe jak żaden breyerowski model.
Reasumując, choć ogier kosztował majątek (jeszcze cło mi doliczyli), wart był swojej ceny i jest jedną z perełek w kolekcji.
Można powiedzieć, że zakochałam się w tym koniu od pierwszego wejrzenia. Właściwie na stronie producenta szukałam jakiegoś fajnego chipsa, ale kiedy zobaczyłam tego siwka, musiałam go kupić.
Czekałam na niego bardzo długo bo był robiony dopiero po złożeniu zamówienia, ale warto było wykazać się cierpliwością. Po otwarciu paczki oczom moim ukazał się przepiękny, ustawiony w pozie wystawowej, wręcz monumentalny siwy ogier. Pierwsze wrażenie - on jest absolutnie doskonały, cudny, niesamowity... Trzeba przyznać robi wrażenie.
Po dokładniejszym obejrzeniu można się do kilku drobiazgów przyczepić. Na pewno niektóre Breyery są lepiej wyrzeźbione, mają lepsze detale i ciekawsze, dynamiczniejsze pozy, ale np. jeśli chodzi o malowanie, to Earl Grey dorównuje tym najlepszym. Jego delikatne, choć wyraźne jabłuszka to majstersztyk a oczy ma tak żywe jak żaden breyerowski model.
Reasumując, choć ogier kosztował majątek (jeszcze cło mi doliczyli), wart był swojej ceny i jest jedną z perełek w kolekcji.
środa, 4 września 2013
No to się pochwalę... :)
Proszę o wyrozumiałość bo to moje pierwsze "dzieło".
Naoglądałam się w necie dużo zdjęć moherowych koników i postanowiłam też sobie takie cudo zrobić. A co!!
Postanowić łatwo, wykonać duużo trudniej, zwłaszcza jak los poskąpił talentów, ale zdecydowałam się spróbować.
Po wybraniu ofiary, zakupie moheru i wyżebraniu kleju od koleżanki z Model Horse, zabrałam się dziarsko do roboty.
Ofiarą została folblutka Collecty.
Najpierw musiałam ją "ogolić", czyli pozbyć się grzywy a z ogona zostawić tylko rzep. I tu zaczął się pierwszy problem. Po obcięciu grzywy zostało białe miejsce, które było trochę za szerokie. Ech, gdybym umiała malować figurki... Niestety, musiałam jakoś poradzić sobie bez tego. Z ogonem było trochę łatwiej, choć i tu u nasady biały obszar był za duży.
Samo klejenie też nie było takie proste gdyż włosy lepiej się trzymały paluchów niż figurki.
Przy pomocy tego tutorialu http://www.riorondo.com/info/brochures/pdf/HAIRING.PDF , po wielu próbach, w końcu udało się zakończyć pierwszy etap prac, a kobyłka wyglądała tak:
Teraz przyszła pora na strzyżenie i modelowanie. Ze strzyżeniem jakoś poszło, choć każdy fryzjer padł by ze śmiechu zobaczywszy moje nożyczki.
Do modelowania potrzebna była pianka bądź żel bez alkoholu. Tylko dlaczego na tych produktach składy są napisane takimi maleńkimi literkami???
W końcu się udało i mój wymarzony włochaty konik był gotowy.
Oczywiście nie jest idealny, może go nawet kiedyś poprawię, ale jak na pierwszy raz wg mnie może być. Stoi sobie w witrynce za szkłem i z daleka nawet mi się podoba.
Naoglądałam się w necie dużo zdjęć moherowych koników i postanowiłam też sobie takie cudo zrobić. A co!!
Postanowić łatwo, wykonać duużo trudniej, zwłaszcza jak los poskąpił talentów, ale zdecydowałam się spróbować.
Po wybraniu ofiary, zakupie moheru i wyżebraniu kleju od koleżanki z Model Horse, zabrałam się dziarsko do roboty.
Ofiarą została folblutka Collecty.
Najpierw musiałam ją "ogolić", czyli pozbyć się grzywy a z ogona zostawić tylko rzep. I tu zaczął się pierwszy problem. Po obcięciu grzywy zostało białe miejsce, które było trochę za szerokie. Ech, gdybym umiała malować figurki... Niestety, musiałam jakoś poradzić sobie bez tego. Z ogonem było trochę łatwiej, choć i tu u nasady biały obszar był za duży.
Samo klejenie też nie było takie proste gdyż włosy lepiej się trzymały paluchów niż figurki.
Przy pomocy tego tutorialu http://www.riorondo.com/info/brochures/pdf/HAIRING.PDF , po wielu próbach, w końcu udało się zakończyć pierwszy etap prac, a kobyłka wyglądała tak:
Teraz przyszła pora na strzyżenie i modelowanie. Ze strzyżeniem jakoś poszło, choć każdy fryzjer padł by ze śmiechu zobaczywszy moje nożyczki.
Do modelowania potrzebna była pianka bądź żel bez alkoholu. Tylko dlaczego na tych produktach składy są napisane takimi maleńkimi literkami???
W końcu się udało i mój wymarzony włochaty konik był gotowy.
Oczywiście nie jest idealny, może go nawet kiedyś poprawię, ale jak na pierwszy raz wg mnie może być. Stoi sobie w witrynce za szkłem i z daleka nawet mi się podoba.
wtorek, 3 września 2013
Susecion i Le Fire.
Od dawna marzył mi się ten zestaw, niestety ceny powalały więc nie spodziewałam się, że tak szybko stanę się szczęśliwą posiadaczką.
Najpierw trafiła się Susecion. Ta piękna alabastrowo biała klacz wyrzeźbiona przez Kathleen Moody, przedstawiona jest jako świeżo upieczona mama. Zapadnięty grzbiet, obwisły brzuch i nabrzmiałe od mleka wymiona świetnie oddają ten stan. No i to spojrzenie... Trochę zmęczone ale z jaką dumą i miłością patrzące na synka.
No właśnie, synka... Niestety początkowo udało mi się nabyć tylko kobyłkę, a ponieważ kupno Le Fire wydawało się nie do zrealizowania (nawet nie z powodu ceny ale braku ofert), postanowiłam rozejrzeć się za jakąś końską sierotką. Tak wpadł mi w ręce model Ashley, tej samej autorki.
Źrebak jest sporo starszy od Le Firka, ale jak widać Susecion troskliwie się nim zajęła.
I choć koniska fajnie razem wyglądały, do pełni szczęścia brakowało nam jednak małego oseska.
Okazja trafiła się bardzo szybko. Dzięki informacji kolegi z Modelhorse.czo udało się sprowadzić wymarzony model.
Cóż mogę o nim powiedzieć? Jest po prostu uroczy jak każde dziecko.
Najpierw trafiła się Susecion. Ta piękna alabastrowo biała klacz wyrzeźbiona przez Kathleen Moody, przedstawiona jest jako świeżo upieczona mama. Zapadnięty grzbiet, obwisły brzuch i nabrzmiałe od mleka wymiona świetnie oddają ten stan. No i to spojrzenie... Trochę zmęczone ale z jaką dumą i miłością patrzące na synka.
No właśnie, synka... Niestety początkowo udało mi się nabyć tylko kobyłkę, a ponieważ kupno Le Fire wydawało się nie do zrealizowania (nawet nie z powodu ceny ale braku ofert), postanowiłam rozejrzeć się za jakąś końską sierotką. Tak wpadł mi w ręce model Ashley, tej samej autorki.
I choć koniska fajnie razem wyglądały, do pełni szczęścia brakowało nam jednak małego oseska.
Okazja trafiła się bardzo szybko. Dzięki informacji kolegi z Modelhorse.czo udało się sprowadzić wymarzony model.
Cóż mogę o nim powiedzieć? Jest po prostu uroczy jak każde dziecko.
poniedziałek, 2 września 2013
Hanower i Dartmoor w nowych wersjach.
Postanowiłam trochę nadrobić zaległości bo tak dużo figurek czeka na opisanie.
Dziś dwa konie Collecty przemalowane przez drugą moją ulubioną, tym razem krajową artystkę = Elżbietę Zarzecką.
Pierwszy to kuc Dartmoor w nowej, gniado-srokatej maści. W zamyśle miał być koniem Huculskim i choć okazało się, ze jednak nie bardzo pasuje mu ta rasa, to w konkursach typu photo show z powodzeniem za niego uchodzi.
Prawda, że pięknie mu w tej maści? Sędzia w IMEHA chyba też był tego zdania, bo ogierek dostał w sierpniu tytuł Division Grand Champion.
Drugi koń, ogier Hanowerski, jest dla mnie szczególny gdyż przedstawia konia, na którym kiedyś jeździłam i który był dla mnie ważny i ukochany także w realu - kasztanowatego wałacha Magnata.
Wprawdzie sylwetka nie do końca odpowiada pierwowzorowi ale malowanie i pewien szczegół powoduje, że gdy patrzę na figurkę, serce bije mi mocniej. Otóż Magnat był ślepy na prawe oko, co pięknie oddała artystka malując figurkę.
A to pierwowzór.
Historię Magnata można przeczytać na forum Model Horse. http://www.modelhorse.czo.pl/topics9/290,225.htm
Dziś dwa konie Collecty przemalowane przez drugą moją ulubioną, tym razem krajową artystkę = Elżbietę Zarzecką.
Pierwszy to kuc Dartmoor w nowej, gniado-srokatej maści. W zamyśle miał być koniem Huculskim i choć okazało się, ze jednak nie bardzo pasuje mu ta rasa, to w konkursach typu photo show z powodzeniem za niego uchodzi.
Prawda, że pięknie mu w tej maści? Sędzia w IMEHA chyba też był tego zdania, bo ogierek dostał w sierpniu tytuł Division Grand Champion.
Drugi koń, ogier Hanowerski, jest dla mnie szczególny gdyż przedstawia konia, na którym kiedyś jeździłam i który był dla mnie ważny i ukochany także w realu - kasztanowatego wałacha Magnata.
Wprawdzie sylwetka nie do końca odpowiada pierwowzorowi ale malowanie i pewien szczegół powoduje, że gdy patrzę na figurkę, serce bije mi mocniej. Otóż Magnat był ślepy na prawe oko, co pięknie oddała artystka malując figurkę.
A to pierwowzór.
Historię Magnata można przeczytać na forum Model Horse. http://www.modelhorse.czo.pl/topics9/290,225.htm
niedziela, 1 września 2013
Moroshka.
Oj zaniedbałam bloga, wiem, wiem... Biję się w piersi. Ale szczerze mówiąc wiedziałam, że tak będzie. Taki ze mnie bloger jak z koziej d..........
Przez ten długi czas oczywiście przybyło trochę modeli, odrobina akcesoriów oraz zrobiłam swojego pierwszego "kudłatego" konia.
Dziś jednak chciałabym przedstawić Wam klacz achałtekińską o wdzięcznym imieniu Moroshka.
O modelu przedstawiającym tą rasę marzyłam od dawna, niestety te które widziałam, albo mi się nie podobały, albo były nieosiągalne ze względu na cenę, dlatego kiedy trafiłam na tą klacz, nie wahałam się ani minuty.
Moroshka jest wykonana na moldzie Strapless przez Sommer Prosser, a pomalowana przez moją ulubioną artystkę Deby Brown. Malowanie jak zwykle w jej wykonaniu jest świetne a piękna jelenia maść z charakterystycznym metalicznym połyskiem, podkreśla jej achałtekińskość.
Zdaję sobie sprawę, że nie jest ona idealną przedstawicielką tej rasy, ale mnie bardzo się podoba i daje namiastkę posiadania ulubionego modelu.
Przez ten długi czas oczywiście przybyło trochę modeli, odrobina akcesoriów oraz zrobiłam swojego pierwszego "kudłatego" konia.
Dziś jednak chciałabym przedstawić Wam klacz achałtekińską o wdzięcznym imieniu Moroshka.
O modelu przedstawiającym tą rasę marzyłam od dawna, niestety te które widziałam, albo mi się nie podobały, albo były nieosiągalne ze względu na cenę, dlatego kiedy trafiłam na tą klacz, nie wahałam się ani minuty.
Moroshka jest wykonana na moldzie Strapless przez Sommer Prosser, a pomalowana przez moją ulubioną artystkę Deby Brown. Malowanie jak zwykle w jej wykonaniu jest świetne a piękna jelenia maść z charakterystycznym metalicznym połyskiem, podkreśla jej achałtekińskość.
Zdaję sobie sprawę, że nie jest ona idealną przedstawicielką tej rasy, ale mnie bardzo się podoba i daje namiastkę posiadania ulubionego modelu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
