sobota, 6 stycznia 2018

Asuhan - niepokorna achałtekinka.


Nowy rok przyniósł mi sporo radości za sprawą nowego achałtekińca, który powiększył stadko mojej ulubionej rasy. Tym razem jest to klaczka Magnolia, wyrzeźbiona i pomalowana przez Margaritę Malovą z Delir Studio, autorkę m.in. Asmana, jednego z moich ogierów. 




Magnolia jest źrebaczkiem w skali traditional, czyli 1/9 i nie pozostawia żadnych wątpliwości jaką rasę przedstawia. Oprócz bardzo dobrze oddanych proporcji i cech budowy, jej achałtekińskość wyrażona jest również postawą, miną i spojrzeniem, bardzo charakternym, niepokornym i co tu dużo mówić, po prostu upartym. Dlatego też chociaż imię Magnolia bardzo mi się podoba, przechrzciłam ją na Asuhan, co w wolnym tłumaczeniu znaczy właśnie niepokorna. 
Jestem wielbicielką prac Margarity i w tym przypadku również się nie zawiodłam. Zarówno rzeźba jak i malowanie są moim zdaniem bez zarzutu. Miłośnicy gładziutkich figurek pewnie przyczepili by się do preppingu ale dla mnie to nie jest priorytetem. Oczywiście nie ma tu żadnych nadlewek czy bąbli, może w niektórych miejscach można było troszkę wygładzić, jakieś dziurki zalepić, mnie to jednak zupełnie nie przeszkadza. Przecież skóra konia też nie jest idealnie gładka.

Klaczka początkowo miała być kasztanką jednak koniec końców znów mam przydymionego jelonka. Malowanie jest bardzo realistyczne, ogromnie podoba mi się cieniowanie, które pięknie wydobywa źrebięce kolory sierści. 
Uwielbiam tego charakternego, uparciucha i teraz muszę poszukać mu cierpliwej mamusi. Mam nadzieję, ze pojawi się niedługo jakaś fajna achałtekińska kobyłka bo na razie mała ma dwóch wujków i może dlatego jest tak rozpuszczona. 

sobota, 16 grudnia 2017

Axel i Dexter - Owczarki niemieckie na medal.

Jak już wspominałam, czekałam z niecierpliwością na figurkę owczarka niemieckiego firmy MR.Z a w międzyczasie wpadł mi w oko jeszcze jeden wyprodukowany dla firmy Toy City. Oba przyleciały do mnie z Chin.
Pierwszy - Axel, jest prawie idealny. Piszę prawie bo zawsze można się do czegoś przyczepić, ale po co? Zarówno na zdjęciach jak i na półce wygląda moim zdaniem rewelacyjne.
Rzeźba jest bardzo dobra, może troszkę za szeroko rozstawione są przednie łapy, które są też troszkę "słupowate", ale przeszkadza to tylko gdy patrzy się na figurkę od przodu. Bardzo ładnie wyrzeźbiona i pomalowana jest sierść. Czarny grzbiet błyszczy się jak u prawdziwego, wypielęgnowanego owczarka a miejsca, gdzie jest więcej podszerstka, wyglądają bardzo puchato.




Bardzo ładnie wyrzeźbiona jest głowa i nawet otwarty pysk zrobiony jest bardzo realistycznie. 

Drugi pies o imieniu Dexter nie jest już może takim ideałem ale ma swoje zalety. Sama sylwetka nie odbiega od figurki MR.Z, a nawet chyba jest lepsza, no może po za głową, która jest wyraźnie słabsza, jakby mniej owczarkowata. Głową wygrywa Axel. 

Trochę mniej dopracowane są detale a zwłaszcza malowanie. To też nie jest jakaś wielka przepaść ale jednak pierwsza figurka jest bardziej hmm... dopieszczona pod tym względem.  Na zdjęciach może nie widać tak bardzo tej różnicy ale uwierzcie mi, że ona jest. 


O ile w kwestii głowy wygrywa Axel to jeśli chodzi o budowę to wydaje mi się, że zwycięzcą jest Dexter. Lepiej zaznaczone są u niego mięśnie i nogi ma zgrabniejsze. 

Cieszę się, że psy mają troszkę inne pozy bo to daje fajniejsze możliwości fotografowania. Pierwszy  sprawdzi się zarówno na ringu wystawowym jak i w plenerze a drugi jest pracująco - spacerkowy. 
A najbardziej podobają mi się w duecie. 

I na koniec jeszcze jedna fotka z opiekunką.


Trochę się tu psowato zrobiło na blogu, ale mam nadzieję, że następny wpis będzie o koniu. Mogę zdradzić po cichu, że czekam na nową figurkę i będzie to achałek. ;) 

A'propos koni i firmy MR.Z to musicie wiedzieć, że wyprodukowała ona też konie w skali 1:6. Jeden to galopujący Shire a drugi stojący Hannover. I choć ten drugi mało przypomina hannowerka to i tak będzie kiedyś mój! Oba konie można kupić z całkiem przyzwoitymi rzędami. 









czwartek, 5 października 2017

"Plaskate" słodziaki.

Kolejny "psi element", który zawitał na moją półkę to dwa urocze bulldogi angielskie firmy MR.Z.


Modele przedstawiają psa i suczkę, przy czym ten rozbrykany to on, a śpiąca królewna to ona. Muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem jakości wykonania obu figurek. Są wykonane z dużą dbałością o szczegóły a leżąca sunia ma wyrzeźbiony nawet spód ciała co rzadko się zdarza. 








Oczywiście zawsze znajdzie się coś, co można by poprawić ale generalnie obie figurki są bardzo realistyczne. Uwielbiam ich fałdki i chociaż nie jestem miłośniczką tej rasy to nie mogłam się oprzeć ich urokowi. 
Mam na oku jeszcze owczarka niemieckiego tej firmy bo oglądając zdjęcia stwierdziłam, że to najlepszy owczarek wśród psich figurek ale czy naprawdę to przekonam się gdy wezmę go do ręki. 





niedziela, 3 września 2017

Al Bahir - ogier czystej krwi arabskiej.

Al Bahir to po arabsku błyszczący, olśniewający i taki właśnie jest mój nowy nabytek.

Długo broniłam się przed arabami z firmy Petera Stone'a. Przekonywałam sama siebie, że są przestylizowane, że przedstawiają taki amerykański, moim zdaniem przesadzony styl pokazowy, że mają brzydkie, kanciaste głowy i najczęściej zupełnie nie pasujące do rasy maści.
Pierwszy raz zapaliła mi się lampka w głowie, kiedy zobaczyłam na żywo figurkę koleżanki. Nie byłam jeszcze do końca przekonana ale arabek już nie wydawał mi się taki brzydki a nawet wyobrażałam sobie jak ładnie wyglądałby w ozdobnych, orientalnych rzędach. Nadal jednak nie myślałam o tym, że taki model zawita na moją półkę.
Tym co przeważyło szalę, było zobaczenie zdjęcia przepięknego modelu wystawionego na pierwszym polskim Live Show przez koleżankę z Czech Barę Esme Ježkovą.

 Model: HaS Aoutmon Aladd właściciel: Bara Esme Ježkova

Zdjęcie wykonane przez Patrycję Zaleską-Rutkowską na I Sarmackim Live Show w Kudowie. 

Ten model był tak inny od tych, które wcześniej oglądałam i tak złapał mnie za serce, że postanowiłam jeszcze raz przejrzeć internet i przyjrzeć się dokładniej oferowanym figurkom.
Tak właśnie trafiłam na niego:

Jest to model Padron's Psyche, tzw. OOAK czyli niepowtarzalny, sygnowany przez Elaine i Petera Stone'ów w wykończeniu glossy,czyli błyszczącym.
Figurka troszkę odbiega wyglądem od ogiera, którego ma przedstawiać. Przede wszystkim różni się odcieniem maści, sporo ciemniejszym, prawie czekoladowym a odmiana na głowie, choć podobna to jednak, zwłaszcza na nosie jest sporo szersza. To wszystko nie jest ważne bo mój ogier i tak dostał nowe imię, które moim zdaniem bardzo do niego pasuje a głęboki soczysty kolor jest jego wielkim atutem. 





Zupełnie nie wiem też dlaczego tak czepiałam się głowy. Moim zdaniem ta jest całkiem zgrabna. 






Miłą niespodzianką okazały się również podpisy Elaine i Petera Stone'ów na brzuchu konia. 
Mała rzecz a cieszy. :-)

Przygotowanie i malowanie figurki jest bez zarzutu. Nie znajdzie się tu nadlewek czy nierównego klejenia jak w przypadku niektórych Breyerów. Cieniowanie jest mistrzowskie, oko wprawdzie bardzo ciemne ale mimo to żywe a u arabów ciemne oko jest wręcz wskazane. 
Tak więc i ja uległam w końcu urokowi "stonkowych" arabów i powiem więcej, na pewno będę polować na kolejne egzemplarze. 


sobota, 8 lipca 2017

Ametyst - ogier andaluzyjski.

Bohaterami dzisiejszego wpisu będą dwie prace niezwykle utalentowanej artystki Oksany Kuks z Nowosybirska.
Kiedy jakiś czas temu kupowałam od niej Almaz-Beka, małego achałtekińskiego ogiera w skali SM, zachwyciłam się nie tylko nim ale także i innymi rzeźbami. Między innymi wpadł mi w oko Ametyst, ogier andaluzyjski w tej samej skali. Okazało się, że planowane były jego nowe odlewy i na jeden z nich udało mi się załapać. Oto on.


Do wyboru była wersja z rozwianą grzywą i bez grzywy, jak widać wybrałam tę drugą. To co spodobało mi się w nim na pierwszy rzut oka to jego fajny, dość swobodny galop, poza rzadko spotykana u figurek tej rasy. Częściej Andaluzy są mocno zebrane, zwłaszcza ogiery i bez jeźdźca wyglądają trochę nienaturalnie. Ametyst może cieszyć się wolnością i spokojnie biegać po zielonych pastwiskach.
Jeśli chodzi o rzeźbę to nie będę się rozpisywać. Oksana ma charakterystyczny styl, który mi bardzo odpowiada. Konie są harmonijne, mają ładne proporcje i pięknie pozaznaczane wszystkie mięśnie, ścięgna, delikatne zmarszczki tam gdzie trzeba a nawet żyłki co przy tak małej skali jest wyczynem nie lada.
Malowanie Oksany jest również perfekcyjne, bardzo realistyczne i podkreślające urodę konia.
Ametyst ślicznie prezentuje się zarówno na półce jak i zdjęciach i gorąco polecam ten model kolekcjonerom.



Kolejny bohater tego wpisu jest szczególnie bliski mojemu sercu. Zobaczyłam go przeglądając zdjęcia z pracami Oksany i z miejsca się zakochałam. Nie jest to figurka tylko płaskorzeźba i przedstawia oczywiście konia rasy achałtekińskiej. Wprawdzie do tej pory nie zbierałam takich przedmiotów ale dla niego postanowiłam zrobić wyjątek. Może będzie to początek nowej kolekcji?

Czyż nie wygląda jak żywy? Ehhh... mam nadzieję, że Oksana wyrzeźbi kiedyś takiego achałą w skali 1/9 a jeśli uda mi się go kupić to będę najszczęśliwszym kolekcjonerem na świecie. 


poniedziałek, 3 lipca 2017

Salome.


 Salome - piękna klacz arabska autorstwa Brigitte Eberl trafiła do mnie już bardzo dawno temu. Była kupiona w sklepie MPV jako model wybrakowany, mający problemy ze staniem a także niezbyt dokładnie wyszlifowany i pomalowany. Sklep wysyłał losowo dwa rodzaje maści, siwą i kasztanowatą. MI mi trafiła się ta druga.
Mimo naprawdę nie najlepszego wykonania i niezbyt lubianej przeze mnie maści, od razu polubiłam tę "tańczącą" klacz.  Salome jest bardzo "arabska", ma jedną z najładniejszych głów jakie widziałam u figurek przedstawiających tę rasę i super pozę, dającą tak wiele możliwości zdjęciowych. Jak już pisałam zaraz po zakupie, planowałam przemalowanie, a nawet zmoherowanie jej w bliżej nieokreślonej przyszłości ale niestety złamana niechcący noga znacząco przyspieszyła podjęcie decyzji o zmianie maści. Cały prepping i malowanie to dzieło Ani Chwały (Askady) a ile pracy i nerwów ją to kosztowało to wie tylko ona. Dlatego też na efekty czekałam dość długo ale było warto. Salome przyjechała do mnie jako jasno siwa przedstawicielka rasy, pozbawiona grzywy i ogona, które to ja sama postanowiłam jej sprawić. 

Paczkę z Salome odebrałam w piątek więc cały weekend przeznaczyłam na przyklejanie klaczy nowych włosów i modelowanie fryzury. Bardzo się bałam, że coś pójdzie nie tak i zepsuję to co Ania z takim trudem stworzyła ale się starałam a oto efekty.