wtorek, 17 maja 2016

Prawdziwy diament w kolekcji - Ogier brabancki Cummulonimbus.

Zakochałam się w tej figurce od pierwszego spojrzenia i od razu wiedziałam, że ten koń musi być mój. Troszkę musiałam poczekać, bo zamówiłam model pomalowany ale moja cierpliwość została nagrodzona i oto jest.


Ogier brabancki, model Cummulonimbus, autorstwa Anny Dobrowolskiej-Oczko (Horse and Bird). Jako że od początku, patrząc na niego miałam skojarzenia z diamentem, otrzymał u mnie imię Cullinan (jeden z największych i najczystszych diamentów świata).
Figurka jest w skali 1:32, czyli tzw SM-ka, a ilością detali wygrywa z moją eberlowską Tereską. Przede wszystkim oprócz ładnie zarysowanych mięśni, posiada szereg uwielbianych przeze mnie zmarszczek. Jak zawsze u tej rzeźbiarki, wspaniale wykonane jest bardzo bujne, charakterystyczne dla tej rasy owłosienie. Zarówno grzywa, ogon jak i szczoty są niezwykle realistyczne. Koń ma też zaznaczone strzałki na wszystkich kopytach a nie tylko tych uniesionych. 


Ogier pokazany jest w bardzo dynamicznym kłusie, pełnym siły a równocześnie gracji i elegancji. Bardzo ładna jest wyrazista i samcza głowa nie pozostawiająca wątpliwości, że mamy do czynienia z facetem. Z modelu aż kipi testosteron. 

Jak już pisałam na początku kocham tego malucha miłością wielką i ciągle nie mogę się na niego napatrzeć. Jeśli zbieracie tę skalę to polecam go z całego serca bo jest cudny. 






środa, 27 kwietnia 2016

Jeszcze jeden Whippet.

Jeszcze jeden ale na razie ostatni. Obiecuję, następne będą konie.
Tym razem do dwóch suczek dołączył pies płci męskiej. Tak jak one jest wyprodukowany przez firmę Border Fine Arts i również należy do kolekcji Dog & Pups Galore, powstał w 2002 roku i ma nr A1399. U mnie otrzymał imię Foley.
Jest troszkę drobniejszy, nawet od Flory ale niewiele. Nie jest tak mocno umięśniony i odrobinkę niższy.  
Jakość wykonania wszystkich figurek jest bardzo podobna chociaż są małe różnice. Ciekawa jestem czy rzeźbiła je ta sama osoba? 
Foley ma bardzo ładnie pomalowane oczy ale patrząc od tyłu, ma niezbyt dopracowane uda i nasadę ogona. Nie przeszkadza to bardzo w odbiorze modelu i widoczne jest tylko na zdjęciach. Na żywo w zamaskowaniu tego małego mankamentu pomaga biała w tym miejscu maść.



Bardzo podoba mi się w tych figurkach to, że każda ma inny charakter. 
Flora - dumna i kapryśna, swoją postawą mówi: "Patrzcie i podziwiajcie jaka jestem piękna".
Thelma - słodka i ciekawska, taki duży dzieciak.
Foley - delikatny i nieśmiały (jak on sobie poradzi z tymi babami? ;) )

Wszystkie razem wyglądają świetnie i bardzo cieszę się, że zapoczątkują moją drugą kolekcję z figurkami psów.

Następny będzie koń i to prawdziwy diamencik. Już nie mogę się doczekać aż będzie zdobił moją półkę. 



sobota, 23 kwietnia 2016

Nieoczekiwanie zaczęłam "schodzić na psy".

Wszystko przez Patrycję, koleżankę z forum Model Horse Polska, która pokazała mi, że obok zwykłych, tzw. gumowych figurek przedstawiających psy, są też modele żywiczne, istne perełki. Tak trafiła do mnie pierwsza charcica, opisana tu wcześniej Flora.
Kiedy chcąc sobie uprzyjemnić  czekanie na nowe konie zaczęłam przeglądać aukcje na Ebay'u, zauważyłam następną przedstawicielkę moich ulubionych "chudzielców" czyli kolejną whippetkę.
Nie wahałam się długo i oto jest.



Podobnie jak jej poprzedniczka została wyprodukowana dla Border Arts Studio (kolekcja "Dogs & Pups Galore). Jest to model Whippet Sitting (Brindle) z 2003 r. oznaczony nr A2086.
U mnie otrzymała imię Thelma.

Suczka jest przesłodka, pod względem charakteru zupełnie różna od dumnej i trochę chimerycznej Flory. Wydaje mi się, że w zamyśle autora jest to młody, niespełna roczny pies i stąd w niej tyle ciekawości świata i przełamywania lęków, wyrażone w postawie i wyrazie mordki. Po za tym ma takie trochę szczenięce wielkie łapska i jakby luźną skórę, również charakterystyczną dla młodych psów.


 Jęśli chodzi o rzeźbę to moim zdaniem jest świetna, Autor lub autorka, niestety nie znalazłam informacji kto nim jest, ma niesamowite wyczucie i bardzo dba o najmniejsze szczegóły. Wszystkie detale są wręcz dopieszczone, mięśnie, ścięgna, stawy, układ sierści a nawet kąciki warg czy ten słodki, różowy brzuszek. Pies po prostu wygląda jak miniaturka żywego, aż by się chciało do niego zagadać.


Dodatkowym atutem jest piękna, pręgowana maść podkreślona świetnym malowaniem. 

Jedyną, ale w sumie bardzo drobną wadą tego modelu jest to, że nie pasuje niestety wielkością do poprzedniej charcicy a co za tym idzie i do koni w skali traditional. 




Paradoksalnie, to niedopasowanie zdecydowało o tym, że psów będzie więcej. Postanowiłam bowiem, równolegle z kolekcją koni zbierać figurki psów. Jednak nie wszystkich jak leci a wybranych ras. Będą to oczywiście moje ulubione charty ale także setery. Być może czasem złamię tą zasadę i trafi się jakiś inny psiak ale na razie nastawiam się na te wyżej wymienione. 

A do dziewczynek dołączy niebawem jeszcze kawaler. Tej samej rasy i tej samej firmy. Ciekawe czy dopasuje się do którejś wielkością? ;)



sobota, 9 kwietnia 2016

Seabiscuit, legendarny koń wyścigowy - u mnie Sir Duke.



Dawno mnie nie było, bo choć trochę modelowych zakupów zrobiłam to jednak żaden jeszcze nie zawitał w mojej kolekcji. Wszystkie czekają na malowanie i zanim u mnie się pojawią to minie trochę czasu. Niestety głód nowych modeli trzeba jakoś zaspokoić więc zapolowałam na model, który od dawna mnie kusił,

Oto Breyer (1188) Seabiscuit, Legendary Racehorse, na stareńkim moldzie John Henry autorstwa Jeanne Mellin Herrick. Pierwsze modele powstały w 1988 roku a mój został wyprodukowany między 2003-2008r. 
W porównaniu z tymi najstarszymi jest on dość mocno wygładzony co sprawia że bardzo wypiękniał, prawie nie różni się najnowszych modeli i dlatego postanowiłam dać mu szansę i postawić na półce. Nie zawiodłam się.



Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to jego bardzo przyjemna, naturalna poza. Koń jest rozluźniony, porusza się spokojnym stępem spoglądając z zaciekawieniem na otaczający go świat. I mimo, ze to figurka, ma się wrażenie, że naprawdę idzie, co podkreśla lekko uniesiona grzywa i falujący ogon.
Zawsze też podobała mi się jego głowa. Choć patrząc z bliska widać wiele niedoskonałości odlewu to jednak całość sprawia bardzo przyjemne wrażenie.

Również malowanie, zwłaszcza jak na figurkę OF jest bez zarzutu a mi dodatkowo przypadł do gustu brak odmian. 
Muszę powiedzieć, że polubiłam tego mojego Sir Duke'a od pierwszego wejrzenia i mam nadzieję, że jak Iwonka wróci do domu (zasiedziała się u krawcowej), to również ucieszy się z takiego wierzchowca bo mimo, że to folblut to jednak wygląda na zrównoważonego i miłego konia. 
Reasumując, polecam ten model każdemu, komu nie przeszkadzają drobne niedoskonałości odlewu lub osobom przerabiającym i przemalowującym figurki bo potencjał to on ma ogromny. 






piątek, 25 grudnia 2015

Tosia - osiołek firmy Leonardo.

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz wiele szczęścia w nadchodzącym nowym, 2016 roku, życzę wszystkim miłośnikom modeli, końskich i nie tylko. 


A nawiązując do życzeń, pojawił się niedawno u mnie model właśnie nie koński choć koniowaty. Szukając na aukcjach modelu psa trafiłam na tego przesympatycznego osiołka a właściwie chyba ośliczkę. 
Jest to figurka wyprodukowana w 2008 roku przez brytyjską firmę Leonardo w serii Country Life.  Wykonana jest chyba z jakiejś żywicy, w każdym razie na pewno nie jest to plastik. Jeśli chodzi o detale to próżno szukać żyłek, kasztanów czy strzałek, ale starannie wyrzeźbiona sierść sugeruje, że ośliczka jest dość kudłata więc brak wymienionych rzeczy wcale nie przeszkadza. 


Trochę trudno określić czy model jest w skali traditional czy może classic (do czubka uszu mierzy 14 cm.) ale ponieważ w naturze wielkość osłów jest bardzo różnorodna więc można przyjąć, że Tosia jest albo osłem miniaturowym w skali trad. albo sporym w skali classic. 
Tak wygląda w porównaniu z Walentyną.
A tak z lalką w skali trad. 

Troszkę smutne i jednolite jest malowanie. Myślę, że gdyby dodać jej troszkę koloru i lepiej pocieniować byłaby naprawdę świetnym modelem przedstawiającym ten gatunek. Może kiedyś się pokuszę o nową skórkę dla niej.  
Na razie ćwiczę sztukę malowania pastelami na jednym z chipsów P. Stone'a. Niestety, marnie mi idzie. Nie wiem co robię źle, ale farby malują jak chcą, zupełnie nie licząc się z moim zdaniem. W jednym miejscu nie łapią wcale, w innym za mocno więc koń pocieniował się sam nie tak jak chciałam. A niech tam, pierwsze koty za płoty i tak będzie lepszy niż był, bo był czerwony. Oczywiście o ile się odważę wziąć za pomalowanie grzywy, ogona i nóg. 




sobota, 21 listopada 2015

Charcica Flora.

Tak trudno jest znaleźć pięknie, realistycznie wyrzeźbionych towarzyszy dla naszych końskich figurek, szczególnie w skali 1:9. Tym większa jest moja radość ze zdobycia tego przepięknego psiego egzemplarza.


Skalę udało się dopasować tylko dlatego, że przedstawia ona Whippeta, który u mnie będzie swoim większym kuzynem - Greyhoundem.
W figurce zakochałam się od kiedy ujrzałam ją na zdjęciach koleżanki z forum Model Horse Polska i chyba zrządzeniem losu, wkrótce pojawiła się na Ebay. Nie mogłam przepuścić takiej okazji. Udało się i teraz mogę się cieszyć moją słodką charcicą - Florą.

Jest to model o numerze A9147, wyprodukowany w 2008 r. dla  Border Fine Art Studio (kolekcja "Dogs & Pups Galore") przedstawiający stojącego Whippeta.
Figurka wykonana jest z żywicy i zaskakuje dokładnością rzeźby ale również malowania.
Ilość detali i dopracowanie szczegółów są naprawdę imponujące. Pięknie zaznaczone są mięśnie, ale również ścięgna a nawet żyłki.


Bardzo realistycznie wykonane są takie szczegóły jak łapy, z zaznaczonymi pazurami czy uszy, które nawet kolor w środku mają świetnie oddany i dam sobie głowę uciąć, że widać w nich malutkie żyłki. 



Suczka, której dałam na imię Flora ma piękną, jasno - rudo - płową sierść, co dla mnie też jest atutem bo uwielbiam takie kolory. Włos jest lekko zaznaczony również fakturowo, a na szyi pięknie się układa w lekki kołnierz. 

Jeśli chodzi o wielkość to moim zdaniem jest idealna, jeśli ma przedstawiać dużego greyhounda. 
W zestawieniu z achałtekińcem wygląda tak:

A z Basią tak:





Reasumując, jestem bardzo, bardzo szczęśliwa, że Flora znalazła się w mojej kolekcji, a że uwielbiam takie chudzielce więc dołączyła do moich ulubieńców. 






sobota, 3 października 2015

Helios - złoty polski kasztan.


Kolejną wspaniałą figurką, która dołączyła do mojej kolekcji jest Perkoz - ogier wielkopolski wyrzeźbiony i pomalowany przez Annę Dobrowolską-Oczko. Koń jest w skali LB, ale choć jest niewielkich rozmiarów, urodą i szczegółami rzeźby wcale nie odbiega od większych pobratymców. 
Szczególne słowa uznania należą się Ani za wspaniale zrobioną grzywę i ogon. Są one bardzo prawdziwe, lekkie i nie przytłaczają figurki jak to zdarza się często u innych artystów. Koń ma piękną, ciepłą, złoto-kasztanowatą maść, która od razu przywodzi mi na myśl dwie rasy należące do moich ulubionych czyli konia dońskiego i budionnowskiego. Przyznam, że chodzi mi po głowie zmiana rasy mojego egzemplarza na którąś z nich. Na razie oglądam zdjęcia i porównuję ale ciągle się waham. 

Model wydany jest w wersji limitowanej i każdy egzemplarz otrzymuje przepiękny certyfikat z numerem kopii i podpisem autorki.  Jest on sam w sobie małym dziełem sztuki i bardzo miłym dodatkiem. 


Po przyjeździe Helios z miejsca zaprzyjaźnił się z Anisą, chyba wyczuł, że są "Ziomalami". Wg mnie ślicznie razem wyglądają. 
Kończąc muszę stwierdzić, że coraz bardziej przekonuję się do tej skali i myślę, że jeszcze niejedna AR-ka w tym rozmiarze zawita na moich półkach.